Zresztą co tam facet w sukience, co tam odwołany mecz na trójmiejskim stadionie. Liczy się tylko to, co tu i teraz. A tu... Mail, który brzmi jednoznacznie "dasz radę, nie potrzebujesz mnie". Czytam i nadal nie wierzę. Oczywiście bez żalu i pretensji wszak wirtualne "nie" nigdy nie będzie powodem do realnych i uzasadnionych roszczeń.
Żałuję jedynie, że nie miałem okazji poznać w realu. Niestety to Ty rozdajesz karty. Rozdałeś. Przegrałem. Nie akceptuje ale moje 'nie' znaczy tyle co nic.
Ponieważ ostatnimi czasy bywam nieobliczalny istnieje duże ryzyko, że naglę zniknę bez uprzedzenia. Z góry dziękuję za ponad 8 lat współpracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz