Ten pierwszy raz jest właśnie za mną. Rychło wczas, pomyślicie sobie. No cóż, bywa wszak nie każdy poznany wcześniej należał do romantyków, a wręcz przeciwnie.
Niemniej ostatnia sobota czerwca, a raczej jej nocna odsłona, to był wyjątkowo magiczny wieczór pełen spadających gwiazd, ciepłego letniego wiatru, wkurwiających komarów dookoła i on, prawie w roli głównej... Prawie bo nigdy nic nie może być na sto procent.
To nie tak, że było źle, wręcz przeciwnie, ale miałem wrażenie, że myślami wyprzedzałem rzeczywistość, byłem tam, gdzie go jeszcze nie było. A to tam, to tu, a dokładniej rzecz ujmując to był ten moment, który ponownie wydarzył się dziś, ale głębiej, mocniej i z wielkim finałem w środku. Jakkolwiek to brzmi. A brzmi!
PS Duda vs. Trzaskowski... Nie agitując. 12-go lipca wybierz(cie) mądrze!
#enjoy
Uprawiałem coś takiego, ale w parku na ławce, na trawie to nie wiem, niby bardziej romantycznie, ale zimno i mokro, robaki, no nie eaR, nie ze mną; chyba że dostałeś coś ciepłego do ssania :x
OdpowiedzUsuńw ostatnią sobotę czerwca było wyjątkowo gorąco (i nie mam tutaj na myśli tylko rozgrzanych dwóch męskich ciał :P) choć fakt, robaków dużo za dużo, co powodowało pewien oralny dyskomfort haha ;)
Usuńno czyli z Tobą ino spaceros? :D
ze mną można wszystkos co nie zawiera robaków i mokrej ziemi w komplecie ;-)
Usuńzapisałem :D
Usuńto romantyzm nie przechodzi z wiekiem? :D
OdpowiedzUsuńjak widać po moich wyczynach... niet :X
UsuńPamiętam, nauczyłem się wtedy paru nazw gwiazdozbiorów:)
OdpowiedzUsuńwybacz, że odpowiadam dopiero teraz ale okazało się, że część komentarzy wymagała ode mnie potwierdzenia ech :/
Usuńnooo można wtedy się wielu nazw nauczyć :D