Na nasze wspólne; burzliwe/zdradliwe/puszczalskie/pretensjonalne/momentami bardzo przykre (z jego strony) 365 dni, które za nami usłyszałem "wszystkiego najlepszego". Rzecz jasna nie spodziewałem się niczego innego wszak to cud, że w ogóle pamiętał. A mimo to ode mnie dostał prezent oraz zaprosiłem go na kolację, gdzie jeszcze miał czelność zwrócić mi uwagę, UWAGA, na to że wycieram (cytuję) "mordę chusteczką" i że "na chuj to robię" oraz że powinienem "się leczyć bo tak się nie robi podczas jedzenia". Aha.
Od dziś do 13-go włącznie, spadające gwiazdy będą najlepiej widoczne. Wypatrujcie ich ze mną, tu i tam, proszę. Wymarzmy sobie szacunek i wierność. To przecież tak niewiele kosztuje.
PS Raczej offline, jeszcze do soboty. Wybaczcie.
#enjoy
365 dni w Polsce od jakiegoś czasu brzmi/kojarzy się (podobno)perwersyjnie xd... to co się dziwić.... :D
OdpowiedzUsuńna szczęście w porę anulowałem subskrypcję Netflixa więc... 365 wątpliwych, perwersyjnych chwil poza moim obszarem wyobraźni ;)
Usuń