Ta notka miała wyglądać inaczej wszak przygotowana ponad dwa tygodnie temu czekała na moment, w którym została by opublikowana. Ale w dużej mierze to, że jej charakter uległ zmianie zależało (i choć on o tym początkowo nie wiedział) głównie od niego.
Ale od początku.
Na dzień dobry a już na pewno lepszy dla Was, przepraszam za ostatni ‘cichy’ okres na blogu. Wynikało to z wielu rzeczy a to masa praca i gdzieś tam powoli rodzące się dla mnie nowe stanowisko, wyjazd do Krakowa na rekrutację wewnętrzną i spotkanie z działem HR grupy ITI, a w tle propozycja służbowego i bardzo długiego wyjazdu do Elbląga i wiara ludzi z Warszawy, że tam osiągnę ich zamierzone cele. Poza tym w życiu osobistym też nie działo się najlepiej stąd po prostu nie miałem sił by o tym wszystkim pisać do czasu spotkania z nim, które de facto w minioną sobotę miało miejsce i to tam, gdzie wszystko się zaczęło.
Nie chcę się rozwodzić na temat dlaczego się ze mną rozstał, dlaczego zostawił samego pomimo, że ja wciąż coś czuję, bo to zostało i zostanie już między nami.
Zakończył to po ludzku, gdzieś tam powoli przygotowując mnie do tego więc i ja nie zamierzam być nie ludzki w końcu faceta poznaje się po tym jak kończy! A, że w tej relacji udowodniłem sobie i po części też mu, że mogę być szczery, autentyczny i przede wszystkim wolny od kłamstw wszelakich w stosunku do osoby, na której mi zależy stąd dziś, pomimo trzydniowych łez i nie przespanej sobotniej, niedzielnej i po części poniedziałkowej nocy, mogę śmiało spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć: byłem sobą i choć nie pomogło, to było warto!
Nasze priorytety się różniły od początku i jakkolwiek w początkowej fazie znajomości byłem na pierwszym miejscu to z każdym kolejnym tygodniem, żeby nie napisać miesiącem, spadałem na niższe pozycje, gdzieś tam cały czas wierząc, że wszystko wróci do okresu zimowego, kiedy to razem było nam tak dobrze. Ale przecież nie mogłem żądać zmiany jego zachowania, w końcu takiego go poznałem, więc liczyłem się z tym i próbowałem oswoić, nie dopuszczając jednak do siebie myśli, że to wszystko może się skończyć. Przecież zakochałem się od pierwszego wejrzenia wszak dla mnie ideał, poczułem to, co podczas mojej pierwszej gejowskiej miłości, potrafiłem wyobrazić sobie wspólne mieszkanie, o wspólnej przyszłości z nim nie wspominając. Jednak nie można nikogo trzymać na siłę i kazać być obok, skoro druga strona ma inne plany, inną wizję i wreszcie coś z jej strony po drodze się wypaliło.
Nie mam do niego (a w sumie do Ciebie, bo wiem, że czytasz) żalu ani pretensji ani tym bardziej chęci zemsty i odegrania się za to co zrobiłeś, bo też nie zrobiłeś czegoś okropnego w stosunku do mnie. Po prostu, w pewnym momencie przestałem być dla Ciebie kimś cholernie ważnym a to przecież nie powód do wywołania gejowskiej wojny na niekoniecznie nie-dozwolone chwyty...
Choć nie ukrywam boli, jest mi przykro a wizja samotności przeraża to muszę żyć dalej i stawić czoła wyzwaniom dnia codziennego pomimo, że na chwilę obecną nie jest to łatwe zadanie. Wspomnienia zostają dodam cudowne wspomnienia i kiedy wracam myślami do naszych nocnych jazd samochodem w jakże zimowej scenerii, kiedy wracam chwilą do wspólnych poranków to... FUCK płaczę jak dziecko ale błagam pozwólcie mi na to jeszcze. A usta płoną mocniej na myśl o tych długich i namiętnych chwilach w jego objęciach... Męskich objęciach i jakże czułych zarazem i przeze mnie oczekiwanych.
Na szczęście zostawiłeś po sobie dobre wrażenie a to rokuje i pomimo, że na tej płaszczyźnie nam nie wyszło wierzę, że na innej spełni się w 100%. A przynajmniej tego bym chciał... Historię moich ex zawsze kończyły się zerwaniem wszelakich kontaktów, bo w międzyczasie na jaw wychodziły fakty, które nie pozwalały mi na dalsze obcowanie z kimś, kto swego czasu był dla mnie wszystkim, tak teraz chciałbym, żeby było na odwrót. Przełam syndrom ex i pokaż, że ten koniec będzie fajnym początkiem czegoś nowego! Tego bym sobie życzył. Tobie również, gdzieś tam jeszcze raz dziękując za wspólne, będę się upierał, boskie MY!
No i na koniec...
Dziękuje za pocałunek życia!
Ten pierwszy i wyjątkowy zarazem, po części przeze mnie wymuszony choć gdzieś tam, dawałeś jasne sygnały, w tę cholernie mroźną zimową noc, na zawsze pozostanie w mojej głowie!
hmm, życie nie zawsze układa się jak chcemy a szkoda, prościej by było i przyjemniej. trzymaj się, mam nadzieję, że szybko wrócisz do żywych.
OdpowiedzUsuńoj eR, na nic jakoś tak, na nic, choć fakt do żywych trzeba wracać
OdpowiedzUsuńPrzejmujący wpis, biją z niego emocje i szczerość.
OdpowiedzUsuńJeśli teraz tego Ci potrzeba to płacz, wyrzuć z siebie ten ból, a później wracaj do nas. Myślę, że nie tylko ja będę czekać na Twój powrót do żywych.
żyj wspomnieniami ale nie żyj przeszłością!
OdpowiedzUsuń3maj się jakoś. I szukaj, szukaj tego wymarzonego.
pozdrawiam
Niektórych wspomnień nie da się wyrzucić z pamięci, będą one gorące tak długo, na ile będziemy przy nich trwać, lecz są i takie, których nalezy się pozbyć, zapomnieć, wyrzucić, odciąć, pomimo tego że są silniejsze od tych pozytywnych. Więc płacz i oczyść swe oczy i umysł, aby stanąć na nowo do czegoś, co Cię czeka. Zyjemy po to, aby podążać do przodu i od czasu do czasu upadać tylko po to, aby sie podnieść i iść dalej, tylko po to, aby znów paść na kolana. I tak w kółko. Życzę Ci spokoju i wyciszenia. T.
OdpowiedzUsuńnie płacz, nie warto!
OdpowiedzUsuńtrzymaj się :)
Napisałeś to w taki sposób... Czuć Twój smutek... Wyrzuć z siebie negatywne emocje, wypłacz i przemyśl to spokojnie. Pozostaje cieszyć się tym, co było piękne i radosne. Wszystko się ułoży - skoro zebrałeś się na wpis, to wyrzuciłeś z siebie choć trochę tych negatywnych emocji, a nie możesz ich zbierać w sobie. Rozstania zawsze bolą, niektóre niestety bardziej od innych, w szczególności, gdy wydaje nam się, że to Ten Jedyny. Niestety, w tym cały ambaras, żeby dwoje chciało naraz... Ale pamiętaj, że gdzieś tam na Ciebie czeka Twój wymarzony...
OdpowiedzUsuńŻyczę spokoju i siły ducha...
I pamiętaj, że możesz liczyć na nasze wsparcie...
Przykro mi Kubuś...
OdpowiedzUsuńSansenoi -> a no szkoda, cóż zrobić... wrócić do żywych? ale ja nie umarłem :P no chyba, że emocjonalnie, to fakt jestem (byłem?) nadal na dnie...
OdpowiedzUsuńNEMST -> łatwo powiedzieć, trudniej wykonać - tak, dziś przyznaje Wam rację! zdecydowanie łatwiej wychodzi mi udzielanie rad innym a jeśli chodzi o siebie to nie daję rady :/
Hekate1985 -> powoli, gdzieś tam rodze się na nowo, choć nie ukrywam, łatwo nadal nie jest wszak emocjonalnie podszedłem do sprawy...
Yomosa -> Jakoś odeszła mi ochota na gejowskie związki... Pozatym był dla mnie ideałem, więc każdy inny będzie marną jego kopią, która nie będzie cieszyć mego oka albo ocząt - jak kto woli
Anonimowy -> Tydzień spokoju i wyciszenia i co? Średnio działa :/
Negs -> Będę się upierał, warto! Jakoś się trzymam, tzn. staram się choć nie jest łatwo szczególnie, że mocno ostatnio wieje i mnie znosi na lewo :P
Matka Teresa -> Miło się czyta, że gdzieś tam, kto zna Cie tylko wirtualnie, zyczy Ci dobrze, pisze o wsparciu i tym podobnych - naprawde podnosi człowieka na duchu :) Hmm a jeśli to był ten jedyny? I kazdy inny będzie tylko jego marną kopią nie do powtórzenia?
Dunmanifestin -> :(
szkoda...
OdpowiedzUsuńgeneralnie podpisałbym się pod tym co yomosa napisał. dorzucając jedno (z autopsji): nie spiesz się z budową relacji post-związkowych z nim, to tylko będzie na nowo rozgrzebywać wspomnienia i psuć Ci nastrój.
trzymaj się! :)
Nie zamęczaj się pytaniami, na które odpowiedzi nie poznasz. Zresztą, się wtrącę bezczelnie i powiem - nie był! O! Wiem, że teraz ciężko (chociaż, skąd niby ja to mogę wiedzieć?!), ale nie dokładaj sobie cierpień, myśląc w ten sposób! Będą następni i nie będą 'marną kopią'. Musisz w to mocno wierzyć. I uśmiechnij się, bo z uśmiechem Ci do twarzy :)
OdpowiedzUsuńeaR, przecież nie napisałem, że po tygodniu Ci ulży, to niemożliwe, nawet po trzech miesiącach będziesz czuł pustkę, ale wierz mi, da się przetrzymać ten trudny okres. Głowa do góry! T.
OdpowiedzUsuńMax Aue -> Nie zgodzę się z tym post-związkowym stwierdzeniem ;) Bo nie stało się to nagle więc gdzieś tam od dłuższego czasu byłem przygotowany na wielki aczkolwiek wcale nie chciany finał więc i kwestia rozgrzebywania wspomnień i psucia nastroju raczej nie wchodzi w gre. Żyję już trochę na tym świecie i potrafię się dostosowac do otaczającej mnie rzeczywistości, i nawet jak przykro jest, to czasu nie cofnę więc akceptuje obecny stan. Pozatym to on ma pierwszy pokazać, że jest gotowy na relację post-związkową więc gdzieś tam jeśli uzna, że chce się odezwać, jest na to gotowy to poprostu to zrobi :) Ruch zdecydowanie po jego stronie :)
OdpowiedzUsuńMatka Teresa -> Uśmiecham się ba od kilku dni nawet bardziej niż zwykle wszak urlop w pełni ;)
Anonimowy -> Wiem, że się da wszak nie pierwszy raz w moim życiu czuję pustkę :)