Wiem, wiem... Miał być wielki noworoczny come back, a wyszło jak zawsze czyli dałem ciała na całej linii.
Cóż, mówi się trudno i żyje się dalej. Ale tym razem nie zamierzam się tłumaczyć - jestem winny - po prostu...
Z jednej strony jest dobrze ba nawet bardzo dobrze wszak w sprawach zawodowych ciągle do przodu i tak dla przykładu wczoraj zdałem egzamin i dostałem upragniony certyfikat, z drugiej zaś strony jestem na emocjonalnym dnie, z którego tak trudno się podnieść i stawić czoła wyzwaniom dnia codziennego. Spokojnie depresja to nie jest aczkolwiek do stanu idealnego brakuje mi wiele. Ciągła krytyka, samotność, która dobija i wreszcie wspomnienia, które ciągle we mnie, nie pozwalają na godną postawę.
I niby mam to gdzieś, pierdolę system, którym się żywicie to jednak czasem nie nadążam i tak jak dziś mam ochotę płakać jak ta ciota i zadzwonić do... Heh nawet nie mam do kogo. Bo niby tyle osób dookoła, a jak jest mi źle to pustka. OK teoretycznie mógłbym wykonać kilka telefonów, ale kogo obchodzi to jak się czuję... Każdy ma swoje życie, a ja jestem tylko (patrz notka o pustym księciu).
I pomimo, że taki nie jestem to chyba coraz więcej ludzi mnie tak odbiera. I niby też mnie to pierdoli bo mam na wszystko wyjebane to kurwa mieć kogoś kto wysłucha, zerżnie jak szmatę, a potem przytuli i zaśnie obok – bezcenne i tak nierealne jednocześnie niczym ten koniec historii smoleńskiej, w pierwszej polskiej telewizji informacyjnej.
Gdybym jeszcze potrafił się przełamać i umiał zacząć się puszczać, a przy okazji na tym zarabiać, nie mając żadnych wyrzutów sumienia, gdybym umiał się bawić facetami i wykorzystywać ich naiwną wiarę w drugiego faceta, gdybym wreszcie nie angażował się w te śmieszne relacje byłoby mi łatwiej... A tak, niczym ta niepokalana wierzę w swojego zbawiciela i czekam na cud.
Choć jak powszechnie wiadomo te się nie zdarzają zatem prędzej chyba zdechnę niż doznam czegoś na co czekam i czego tak bardzo pragnę.
Whatever – tak czy siak ten rok będzie zły, a już na pewno w moim wykonaniu. Być może na tym stracę ale bez ryzyka nie ma życia.
Więcej grzechów nie wyjawię stąd wyjątkowo nie proszę o pokutę i rozgrzeszenie.
A w ramach pierwszych złych myśli link poniżej!
O tak – tego właśnie chcę!
Do następnego...
Od tego masz swojego psychoanalityka, żeby z nim porozmawiać ;) "Gabinet" otwarty, koszt - benzyna i czas ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę jednak szybkiego pozbierania się i nie dopuszczenia do depresji, bo to naprawdę paskudne cholerstwo :/
OdpowiedzUsuńI nie mów, że wierzysz w to, że puszczanie się jest w stanie złagodzić ból po rozstaniu?!
Ten rok będzie szalony i musi być dobry :D
Muszę Ci stuknąć, bo innej rady nie ma. Ja telefony przyjmuję przez całą dobę więc wiesz.. Poza tym uważam, że nie powinieneś się publicznie aż tak bardzo uzewnętrzniać. Są lepsze do tego miejsca i formy.
OdpowiedzUsuńAtekst:
OdpowiedzUsuńHmm, ale chyba blog jest właśnie m.in. od uzewnętrzniania się, tak mi się przynajmniej wydaje :)
Po takim uzewnętrznieniu zwykle przychodzi dziwny przypływ energii i siły walki :)
Powodzenia życzę!