Dzień dobry a nawet lepszy bynajmniej dla niektórych z Was wszak weekend bez granic w pełni... Niemalże miesięczna cisza i brak odzewu z mojej strony to wynik wielu spraw, które nagle nałożyły się na siebie. Ale zacznijmy od początku.
Kolejny awans w pracy i wyróżnienie nie pozastawiają złudzeń, pnę się w hierarchii ITI do góry i kto wie może wkrótce... I nie bez kozery zostawiam furtkę otwartą wszak alternatyw jest kilka.
Zostając jeszcze na chwilę w kręgu pracy wyobraźcie sobie, że jadąc w miniony poniedziałek na kolejną już zmianę do Rybnika ominąłem jedyny zjazd do tego miasta na autostradzie w kierunku Wrocławia lądując niemalże pod samym Opolem i tym samym spóźniając się na swoją zmianę o całą godzinę i 35 minut. A że spóźniać się nie lubię to kląłem w duchu na siebie jak nigdy wcześniej. No cóż pedał za kierownicą - to zobowiązuje ;)
Ostatni semestr na uczelni to także jeden z powodów mojej absencji w tym miejscu. I jakkolwiek do tej pory potrafiłem pogodzić sprawy studenckie z życiem osobistym to tym razem łatwo nie będzie. Co drugi weekend zjazd i o zgrozo obowiązkowe zajęcia od 8:30 do 18:45 po których to, jedynym moim marzeniem jest oddać się snom, w których to będąc pasywnym kochankiem ulegle padam w jego silne, męskie, ramiona. Ach poleciałem fantazją... Podobnie zresztą jak w sprawie wiosny, która już prawie nas urzekła swymi ciepłymi promieniami słońca ustępując miejsca, oby tylko na chwilę, tej zimnej suce.
Niemalże 15 miesięcy razem to wynik godny podziwu w środowisku gejowskim choć jak wszystko w przyrodzie ma swój początek i koniec tak i mój czwarty związek to już historia. Tym razem jednak to ja byłem tym, który podziękował komuś za wspólne, mimo wszystko, fajne życie. I wiecie co? Chyba jednak wolę być rzucanym niż rzucać. Tak ciężko jest komuś powiedzieć w twarz, że to wszystko nie ma sensu, że narastające problemy, niepewność w kwestii przyszłości, są jedynymi i głównymi zarazem powodami, dla których skazuję się na samotność. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zrobiłem to osobie, która pomimo wielu wad, ciągłych kontroli, scen zazdrości i braku zaufania, nie zasługiwała na takie potraktowanie. Bo przecież nikt nie zasługuje na to by ranić drugą stronę, a ja nie jestem Bogiem, który może wymierzać ludziom karę za swoje błędy... Choć z drugiej strony nie mogłem żyć ze świadomością, że to co nas łączyło po chwilach szczerości na zawsze gdzieś przepadło a wizja konsekwencji i bólu była tak silna, że jedynym motywem była ucieczka... I wiem, że powinno się stawiać czoła problemom tym razem jednak poległem na całym froncie – chyba na własne życzenie co tym bardziej przeraża...
Życie... Jest to dupy ale przecież są takie dupy, które kręcą nas niemiłosiernie i może w tym właśnie cały sęk, żeby znaleźć zawsze nadzieję, że kiedyś, w przyszłości może być lepiej, inaczej a już na pewno prawdziwie czego życzę Tobie, sobie i wszystkim odwiedzającym mój internetowy pamiętnik.
Przepraszam i dziękuję ot tyle albo aż tyle. Po prostu.
PS. Nigdy nie zapomnę!
A więc jednka podjąłeś decyzję KFC czy McDonalds. Nie ma łatwych decyzji. I takie chwile jak ta są trudne zawsze dla obu stron. Bądź zadowolony ze swej decyzji. I niech tak będzie.
OdpowiedzUsuńEhh, czułam, że coś się dzieje :(
OdpowiedzUsuńCo do kwestii rzucać czy być rzucanym, to ja chyba się jednak z Tobą zgodzę, mimo że być rzucanym bardziej boli. Ale nie ma sensu ciągnąć związku na siłę, zwłaszcza jak wiemy, że to nie to.
Ale już się nie mądrzę, bo w końcu co ja tam mogę wiedzieć o związkach gejowskich? ;P
Awansu gratuluję :) Co do zjazdu z autostrady to się nie wypowiem, bo nie moje rejony Polski więc nie wiem ;P
Atekst:
OdpowiedzUsuńNic nie trwa wiecznie, niestety.
Trzymaj się ;)
gratuluję:
OdpowiedzUsuń1. awansu.
2. wyboru i nowego początku, bo każdy koniec jest początkiem.
3. wyboru właściwego zjazdu także.
a rzuca się trudno. ważne, by skutecznie.
pzdr :)
Lepiej rzucać, niż być rzucanym. Łatwiej pogodzić nam się z decyzjami, które to my podejmujemy, niż podporządkować się sytuacji, której się sprzeciwiamy.
OdpowiedzUsuńJak już zostaniesz tym prezesem ITI, to ja mam kilka autorskich pomysłów na program i chętnie zastąpię Magdę Mołek w prowadzeniu "w roli głównej" ;) Mogę też współprowadzić programy o wychowaniu z Dorotą Zawadzką :D
no dobra, to teraz mnie zaskoczyłeś... hmm, chyba jestem w szoku nadal... napiszę coś jak szok minie.
OdpowiedzUsuńMiałam wczoraj napisać, ale trochę przyćmiło mnie umysłowo i doznałam lekkiego szoku po przeczytaniu, że kolejny związek dobiegł końca. Pomimo tego, że wiem, iż wszystko ma swój koniec, ja wciąż wierzę w piękną, wieczną miłość (oh, jakie to romantyczne). Co do kwestii rzucania czy bycia rzucanym... Mam niewielkie o tym pojęcie, ze względu na swój wiek i ilość 'poważnych' związków... Moim zdaniem lepiej jest rzucać... Chociaż to trudna do podjęcia decyzja, w szczególności że ranisz drugą stronę, bo 'samemu czujesz się nieszczęśliwy'. To takie samolubne się wydaje... Ale przecież, będąc z kimś, z kim już właściwie być się nie chce i unieszczęśliwianie przy tym siebie chyba nie pozostałoby niezauważone przez drugą stronę? Jak długo można udawać?
OdpowiedzUsuńGdy mnie rzucano czułam się szmatławo... Znaczy... Źle i to bardzo. Jakbym nie zasługiwała na kolejną szansę, jakby to ktoś zadecydował za mnie... Czyżbym ja nie miała nic do powiedzenia? I jedno - mój najgorszy dręczyciel - Dlaczego? Po nim zawsze nastaje seria pesymistycznych odpowiedzi.
Ale pomijając to wszystko jestem obecnie sama, w swoim małym ego świecie ;) I jest mi dobrze.
A awansu gratuluję. Pnij się po drabinie sukcesu, przebijaj sufity, aż dosięgniesz gwiazd :*
Wybacz, że przynudzam... ;)
Pora i na moich słów kilka(dziesiąt) do ojca (brata?) prowadzącego. Jeśli mam się czepiać szczegółów (co bardzo lubię) to z logicznego punktu widzenia alternatywa może być tylko jedna. Zatem kilka alternatyw odpada. A więc.. no cóż.. zastąpisz Jacykowa w tvnie? :D
OdpowiedzUsuńCo do uczelni, to mam bardziej niż przejebane i jeśli chodzi o problemy to tylko to zawraca teraz mą piłkowatą głowę.. Co więcej.. na awans w pracy się nie zanosi, co najwyżej na rezygnację z posady mej z powodu wyżej wymienionego.. Buuu smutno i w ogóle do d..
Rzucać-być rzucanym? Po przemyśleniach w wannie stwierdzam, że choć w lepszej pozycji stawia człowieka rzucanie (bo pewnie nie jest załamany) to jednak ja wolę być rzucanym.. Brak odwagi? Być może, ale jakoś tak.. A co do zaistniałej sytuacji.. Bolesne zdarzenia na pierwszy rzut oka - pozornie - oznaczające koniec świata i dające powód do załamania w okresie długofalowym mogą się okazać zbawiennymi. Dla obu stron. Powodzenia Wam życzę.
Nemst -> Trudne? Heh to mało powiedziane. Choć czasem takie decyzje poprostu są koniecznością...
OdpowiedzUsuńHekate1985 -> Tyle się już pewnie naczytałaś u mnie, leonika i innych homo internatów, że spokojnie i śmiało możesz się wypowiadać w kwestii gay love story ;)
Atekst -> W tym sęk, że może trwać wiecznie. Wszystko zależy od Ciebie!
pjotruś pan -> hmm idąc tym tokiem rozumowania, mam więc przyjąć do świadomości, że każdy początek jest zalążkiem przyszłego końca?
Dunmanifestin -> Skoro mój psychoterapeuta tak twierdzi, to czuję się choć po części usprawiedliwionym ;) PS. Będę miał na uwadze twoje ITI'owskie sugestie :D
Sansenoi -> "Jestem w szoku" - też słuchasz? hehe :D
Matka Teresa -> Jak zawsze twierdzisz, że przynudzasz a ja powtórzę jak zawsze w tym momencie, że ujęłaś to niemalże idealnie :)
Negs -> Ooo kopę lat :P Już myślałem, że zaginąłeś w maxymalnej akcji hehe ;) Hmm a swoją drogą... Chodzą ploty po mieście, że pan kogoś poznał? :>
EaR, tak naczytałam się trochę tylko, że czytać to nie to samo co przeżywać czy być w takim związku :P więc ma widza jest czysto teoretyczna, a jak wiadomo teoria bez praktyki to zdecydowanie za mało, żeby mówić, że się na czymś znam ;)
OdpowiedzUsuńPlotki po mieście chodzą na mój temat? Ciekawe.. No ale skoro tak.. W każdej plotce jakieś ziarno prawdy jest ;)
OdpowiedzUsuńTo miłe że to powtórzysz. Zwykle jak coś piszę, to wydaje mi się to takie oczywiste, potem jak to czytam, to się dziwię, że ja takie rzeczy pisałam. A potem się okazuje, że to jest niemal idealnie ujęte ;) Sympatyczne uczucie. ;P
OdpowiedzUsuńjeśli założysz, że wszystko musi mieć swój koniec, to tak.
OdpowiedzUsuńchoć wątpię by zachodziła w moim rozumowaniu równoważność. bardziej kładłbym akcent na ten pozytywny aspekt rozpoczynania czegoś nowego niż tego, że się pewnie skończy, bo w takim wypadku po co zaczynać w ogóle :P
no dobra, szok mi minął, w każdym razie szkoda, bo już ogólnie coraz mniej par z dużym stażem "małżeńskim" a to dawało jakąś nadzieję, że jednak mogą być trwałe związki gejowskie... heh... wiem, wiem, bywam czasem naiwny jak dziecko ;)
OdpowiedzUsuńHekate1985 -> No niby racja, ale napewno wiesz więcej niż osoba, która w ogóle nie poznała tej części męskiego świata ;)
OdpowiedzUsuńNegs -> Ziarno? Cała masa ziarna czopku :D
Matka Teresa -> Jakiekolwiek uczucie potwierdzające słuszność naszych wyborów, słów etc etc jest sympatycznym stanem, dającym powód do satysfakcji :)
pjotruś pan -> Zapytałem bo chciałem poznać oczywistą dla mnie odpowiedź :) Widzę oczywistą nie tylko dla mnie :)
Sansenoi -> Staż to złe pojęcie na stan jakie przeżywają dwie osoby ;P Nie wszystko się układa tak jakbyśmy tego sobie życzyli. Ale w ramach odbudowania nadzieji odsyłam do bloga królewiczów - dają nadzieje :)