Zabij mnie albo daj żyć wiecznie. Wybór pozostawiam tylko Tobie.
Ex 4
Zmęczony związkami, z obawą, że kolejny znów mnie rzuci bo nagle się odkocha albo zmieni zdanie bądź co gorsza zdradzi, korzystałem z wolności bawiąc się bez granic w każdy weekend w pedelarniach w całej Polsce.
I nagle, całkowicie przypadkowo pojawił się ten czwarty. Nie bez kozery użyłem słowa „przypadkowo” wszak w życiu nie pomyślałbym, że mogę spotkać go w klubie dla pedałów! Zaczęło się całkiem niewinnie. Pamiętam, że obserwował mnie od dłuższego czasu na parkiecie jak tańczyłem na podeście. Nie pamiętam natomiast naszej pierwszej rozmowy wiem, że miała ona miejsce pod ścianą, kiedy to łapałem oddech na kolejne wygibasy, w nieistniejącej już katowickiej Villi.
Kolejne spotkanie odbyło się na spokojniejszym gruncie bez umpa umpa w tle czy pół nagich mężczyzn czasami nie przypominających rzeczonych. Urzekł swą nie branżowością, inteligencją i możliwością porozmawiania na każdy temat. Był przy tym bardzo uprzejmy, kulturalny i nienachlany. Taki do rany przyłóż. Rzekłbym nie gej. Normalny facet. Wreszcie!
Kwestią czasu było zatem kiedy zgłębimy relacje i staniemy na „ślubnym kobiercu” mówiąc sobie „tak”.
To on pokazał mi kawałek tego świata, zapraszał na randki do miejsc, w których nigdy wcześniej nie byłem ba nawet nie miałem możliwości być. Mąż idealny, dbający, kochający pełną gębą, wierny i uczciwy jak żaden inny. Ideał. Potrafił przejechać kilkadziesiąt kilometrów kiedy źle się poczułem, a mój stan wymagał nagłej interwencji. Był zawsze obok mnie. Dosłownie. Sielanka trwała grubo ponad rok. Mój gejowski rekord.
W gąszczu tych wszystkich superlatyw zapomniałem dodać, że był bardzo zazdrosny. Najbardziej ze wszystkich jakich poznałem. O wszystko. O moich znajomych, o każdy dzień bez wspólnego widzenia wreszcie o każdego faceta, który choćby zamienił ze mną słowo. Na początku podobała mi się ta jego zazdrość, potem bawiła, a kiedy z powodu jego wyimaginowanych (moich rzekomych) zdrad i kłamstw, kłótnie zaczęły pojawiać się na każdym spotkaniu, coś we mnie pękło. Nie wytrzymałem. Ile razy można udowadniać, że jest się wiernym, uczciwym i oddanym? Do tego śledzenie mojego adresu IP, telefoniczne kontrole i tysiące innych, o których wstyd pisać, bo na sama myśl płonę za niego ze wstydu.
Swoim zachowaniem zepsuł prawie wszystko. Prawie jednak robi wielką różnicę. No i wina zawsze leży po obu stronach.
Między kolejnymi kłótniami spotkałem się z pewnym blogowiczem. Ów spotkanie nie było dla nikogo tajemnicą. Wszystko na legalu…
Na legalu też okazało się, że było to spotkanie, które poniekąd odmieniło moje życie. Odmieniło ponieważ po raz pierwszy zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Byłem w kropce wszak z jednej strony trwałem w związku ‘idealnym’ choć do przesady kłótliwym i chorobliwe zazdrosnym, z drugiej zaś zmęczony ciągłymi podejrzeniami tak bardzo chciałem nowego.
Nowe wygrało. Zdradziłem stare, a następnie rzuciłem. Też po raz pierwszy w życiu. Taki niechciany mix połączeń, którego nie życzę nikomu.
Po rozstaniu oczywiście kontakt się urwał. Nie mogło być inaczej. Ja tworzyłem nowy związek, on będąc chyba jeszcze w szoku, próbował zrozumieć co właściwie się stało.
Po kilku miesiącach jednak spotkaliśmy się ponownie. Takich spotkań było zaledwie kilka i nie wiedzieć dlaczego na każdym odnosiłem wrażenie, że on ciągle coś do mnie czuje. Swoim zachowaniem, rozmową dawał jasne znaki, że mógłby ponownie wejść do tej samej rzeki. Właśnie, ta sama rzeka. Było już o tym jakieś dwa posty niżej, prawda?
Zresztą ów ex ze spotkań już po naszym związku, w ogóle nie przypominał tego z okresu wspólnego partnerstwa. Pomijam, że ten kulturalny i dobrze wychowany człowiek nazwał mnie pustym, nudnym i uzależnionym od alkoholu księciem, a kiedy poprosiłem go o wyjaśnienie, skłamał w żywe oczy twierdząc, że te słowa nie były skierowane do mojej osoby. Pomijam, iż ten wielki krytyk bloga i blogowiczów, którzy wg niego są nudni i nie mają realnego życia, bo ‘tylko piszą te swoje zakłamane i śmieszne notki”, dziś sam prowadzi bloga w najlepsze. Wreszcie człowiek, który urzekł swą nie branżowością i nienachlanym poszukiwaniem drugiej połówki , dziś pisze o swoich miłosnych podbojach i tuzinie facetów, których poznaje.
Ewolucja jest dobra ale tylko pod warunkiem, że zmierza we właściwym kierunku.
PS. Muzycznie nie mogło być inaczej!
enjoy
tego exa to już kojarzę i już kojarzę wpisy Twoje z tego okresu :P swoją drogą, co Ciebie wzięło na spowiedź taką?:P
OdpowiedzUsuńNumb ???
OdpowiedzUsuńSansenoi -> sumienie! nieleczone zabija
UsuńKamil -> po polsku prosze
eaR, Ty i sumienie? łądnie tak ze starego Ajsa się nabijać?:P
Usuńkiedy ja śmiertelnie powaznie :P
Usuń