Tak, wiem, odpowiedzi są jednoznaczne, nie zostawiają żadnych złudzeń... Jednak nie potrafię się uwolnić. Ciągle wierzę, że on się zmieni, wszak sam napisał jakiś czas temu, cytuję: "będę dla Ciebie lepszy", ale [widzę to] kiedy tylko się oswoił z myślami (na tyle, na ile to możliwe), kiedy tylko poczuł się lepiej... Wrócił stary, oschły, obojętny on. Jeszcze tylko brakuje dosłownego kurestwa na pełnej i uzna(m), że kompletnie nic się nie stało. Że ten cały HIV to tylko taka, chwilowa niedyspozycja. Wiremia niewykrywalna, CD4 na dobrym poziomie i... Pójdę w odstawkę, a powrócę ponownie jak tylko będzie źle, jak będzie trzeba pojechać do apteki, kupić świeże bułki, czy wspierać podczas gorszej nocy. Bo przecież od tego chyba (tylko) jestem.
Nie demonizując jednak w/w (albo wręcz przeciwnie, dolewając jeszcze trochę oliwy do ognia) to nie tak, że wszystko jest źle. Od jakiegoś czasu mówi mi z kim pisze, i o czym (chociaż czasem zakrywa ekran telefonu), ba ostatnio nawet bez zawahania, podał mi hasło do swojej komórki, co jeszcze kilka miesięcy temu byłoby nie do pomyślenia. To nie tak, że w ogóle nie okazuje uczuć, ale zazwyczaj robi to wtedy, kiedy widzi, że coś mi nie odpowiada np. kiedy uprawia ponad godzinny phubinng i wie, że jestem już wkurwiony. Oczywiście owy nie byłby sobą, gdyby nie okazywał tych uczuć w dość specyficzny sposób! Bo jeśli ktokolwiek z Was pomyślał teraz o przytulaniu,
Właśnie wróciłem do domu. Po prawie dwóch tygodniach tułaczki, wspólnego pomieszkiwania, wszak urlop w pełni. I wiecie co? Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
PS. Mikoo, Marko, dajcie mi chwilę, ogarnę się i zasiądę do swojej komórki.
#enjoy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz